Wudang - Akademia Taijiquan i Qigong Tomasza Grycana

Start Taijiquan Qigong Dao-Tao-Fit Combat-Dao-Fit
Aktualności Akademia Nauczyciel TRENINGI
Seminaria Artykuły Literatura Linki Kontakt

TUI SHOU - INWESTOWANIE W PRZEGRANĄ
Tomasz Grycan

Każda sztuka walki ma swoją specyfikę. W inny sposób wykorzystuje się mocne i słabe strony ludzkiego ciała. Inaczej postępuje się w systemach ofensywnych, a inaczej w defensywnych. Nawet dla laika oczywistym jest, że sportowe pojedynki w boksie i judo wyglądają całkiem inaczej oraz stosuje się w nich inną metodykę.

Bardzo często można usłyszeć od osób nie znających się na taijiquan (tai chi chuan), że tui shou ("pchające dłonie") są bardzo kiepską "formą walki", bo ćwiczący ustawiają się w dziwnych pozycjach i nie trzymają typowej gardy. Po za tym, ruchy przypominają raczej powolny taniec niż pojedynek, więc jaka może być korzyść z takiej praktyki.

Walka to fizyczny kontakt co najmniej dwóch osób. Każde starcie jest niepowtarzalne i ma na nie wpływ bardzo wiele czynników. Nie można nauczyć się walki nie walcząc. Tylko ktoś, kto stoczył wiele treningowych pojedynków i próbował swoich sił z dużą ilością przeciwników, może poradzić sobie w realnej walce na ulicy.

Każdy styl ma swoją specyficzną metodykę dojścia do celu, tak samo jest i w taijiquan. W XVII wieku mistrz Chen Wang Ting (1597-1664) przygotował dla swoich uczniów specjalny zestaw ćwiczeń w parach (tui shou), aby mogli nauczyć się walczyć bez wyrządzania sobie krzywdy nawzajem.

Tui shou jest owocem określonej koncepcji podejścia do walki. Aby zrozumieć dlaczego ćwiczy się tak, a nie inaczej, należy choć odrobinę poznać założenia taijiquan. Przede wszystkim jest to sztuka defensywna, to znaczy, wykorzystująca zasadę: "ustąp, aby zwyciężyć". Jej głównym założeniem jest wykorzystanie siły osoby atakującej. Każdy agresor staje się w pewnym momencie "bezbronny", bo po przekroczeniu określonego poziomu zaangażowania we własny atak, przez ułamek chwili nie może już się z niego wycofać. Właśnie ta faza jest wykorzystywana przez broniącego się. Niezwykle istotny jest tu odpowiedni timing działania. Nie można zareagować ani zbyt wcześnie, ani zbyt późno i w tym tkwi olbrzymia trudność. Tylko całkowity relaks zarówno fizyczny jak i umysłowy, umożliwia "przyklejenie" się i właściwą reakcję. Chodzi o to, aby nie działać siłą na siłę, ale zmienić jej kierunek i zneutralizować ją. Klasyczne teksty mówią: "użyj siły czterech uncji, aby pokonać siłę 1000 funtów". Yang Luchan (twórca stylu yang taijiquan) mówił często: "nie mogę pokonać tylko trzech rodzajów przeciwników: z drewna, żelaza i kamienia". W tym przykładzie chodziło mu o to, że jeżeli przeciwnik stoi nieruchomo, to nie może on wykorzystać energii jego ruchu, tylko zmuszony byłby do użycia całkowicie swojej siły. Eksperci taijiquan spokojnie czekają na pierwszy ruch przeciwnika i wykorzystują go. Dopasowują się do zaistniałej sytuacji. Jak mawiają stare teksty: "jeżeli przeciwnik nie porusza się, ja także stoję w miejscu, jeżeli on porusza się wolno i ja ruszam się wolno, jeżeli jest szybki, ja także jestem szybki".

Systemy ofensywne opierają swoją strategię, na narzuceniu przeciwnikowi swojego sposobu walki już od pierwszej chwili starcia. Główną rolę odgrywa w nich atak. Taijiquan ma odmienną koncepcję. Opiera się na dopasowaniu do działań przeciwnika i wykorzystaniu ich w jak najbardziej optymalny dla siebie sposób, tak aby nie używać nadmiernie własnej siły. Mistrzowie Taijiquan atakują pierwsi tylko wtedy, gdy chcą zmusić przeciwnika, aby odkrył swoje zamiary lub aby wybić go z rytmu i zmylić. Taki atak jest fintą czyli akcją udawaną.

Kolejną bardzo istotną cechą tej sztuki jest wykorzystanie "połączenia" wszystkich części ciała w ruchu, w ten sposób zostaje wygenerowania tzw. "całościowa siła". Klasyczne teksty mówią: "jeżeli porusza się jedna część ciała, porusza się całe ciało". Nawykowo działamy rękami w oderwaniu od reszty ciała. Korzystamy z siły kilku mięśni, a to oznacza, że wykorzystujemy tylko ułamek swoich możliwości. Jeżeli użyjemy w ruchu całe swoje ciało, powstanie znacznie większa "całościowa siła". Jej źródło jest w stopach, wzmacniana jest przez biodra, a oddawana jest przez dłonie (lub inną część ciała). Można to porównać do sytuacji z rzutem pomidorem. W normalnych warunkach przedmiot taki nie przyniesie dużego efektu destrukcyjnego, ale ten sam rzut wykonany z jadącego pociągu, znacznie zwiększy energię kinetyczną pomidora i stanie się on bardzo niebezpieczny.

Trening taijiquan nastawiony jest na wyrobienie nowych nawyków ruchowych, które zapewnią większą skuteczność w walce nawet niezbyt silnej osobie. Niestety wiąże się to z dłuższym okresem czasu i realne umiejętności bojowe pojawiają się później niż w innych sztukach walki, ale za to w przeciwieństwie do nich można je zachować do późnej starości, bo nie są oparte tylko na zwykłej sile mięśni (która z wiekiem maleje), ale bardziej na wykorzystaniu połączenia ścięgien i kości.

W taijiquan na początku ćwiczy się tylko indywidualnie. Zaczyna się od stania w "zhan zhuang" (czyli "pozycji naturalnej"), które ma pomóc wypracować nową "strukturę ciała". Stopniowo dodaje się proste ruchy (na przykład w stylu chen jest to "chan si gong" czyli ćwiczenia "rozwijania jedwabnego kokonu"), w których należy realizować określone zasady. Następnie uczy się bardziej złożonych sekwencji ruchów, tzw. formy (taolu). Ten okres "przygotowawczy" trwa dość długo. Osoby ćwiczące taijiquan skupiają się wtedy bardziej na sobie i na tym co dzieje się w środku, niż na zewnętrznym otoczeniu. Niestety częstym efektem ubocznym takiej praktyki jest nadmierne zamykanie się na doświadczenia "ze środka". Ludzie zapominają o tym, że zadaniem form jest przygotowanie ich do ćwiczeń w parach i traktują te sekwencje (ręczne i z bronią) jako cały system. Kiedy nadchodzi czas ćwiczeń w parach i "wyjście na zewnątrz", czują spory dyskomfort i nie chcą tego robić. To dlatego 99% ćwiczących taijiquan zajmuje się tylko formami i nie mają kontaktu z bojowymi aspektami tej sztuki.

W prawidłowym treningu kolejnym etapem są ćwiczenia w parach. Nauczyciele bardzo indywidualnie dobierają czas ich rozpoczęcia. Czasami uczą szybko jakichś prostych rzeczy, a czasami czekają dłużej z ich rozpoczęciem.

Zadaniem "pchających dłoni" jest wykorzystanie umiejętności zdobytych w indywidualnej praktyce i zaadoptowanie ich do nowych warunków czyli kontaktu z drugą osobą. Bardzo istotne jest, aby w sytuacji stresowej zachować rozluźnione ciało. Chodzi przede wszystkim o zwiększenie wrażliwości na kontakt z "inną siłą", praktyczną nauką wyczuwania ruchu przeciwnika i wykorzystanie go. Tui shou oparte jest na pięciu "etapach". Aby móc dowiedzieć się czegokolwiek o zamiarach drugiej osoby, należy nawiązać z nią kontakt czyli "przykleić się" do niej ("nien jing"). Kolejna faza to "słuchanie" ("ting jing"). Dalej następuje interpretacja nadchodzącej siły czyli "zrozumienie" ("tong jing") i "neutralizacja" jej ("hua jing"), a w końcu atak ("fa jing").

Subtelny rodzaj doznań związanych z przepływem energii "qi" w ciele, który został zapoczątkowany w ćwiczeniach "chan si gong", powinien być kontynuowany i dalej rozwijany w indywidualnej praktyce form. Następnym etapem jest przeniesienie tego na tui shou. Ważne aby rozszerzyć pole działania i wypracować taki poziom własnej wrażliwości, który zagwarantuje odbiór informacji o energii przeciwnika. Wtedy nawet minimalne "zawirowania" w zachowaniu agresora zostaną odkryte, zanim można to będzie sobie w pełni uświadomić. Błyskawiczna reakcja na atak, który dopiero powstaje w umyśle drugiej osoby, gwarantuje sukces w realnej walce. Niezwykle istotne jest, aby odpowiedź była całkowicie spontaniczna. W czasie starcia nie ma czasu na intelektualne analizy. Ciało powinno być w pełni zrelaksowane. Kiedy umysł jest czysty i spokojny jak tafla wody, wtedy już pierwsze plany przeciwnika wzbudzają fale i łatwo jest rozpoznać jego działania. Reakcja na akcję drugiej osoby powinna pojawić się całkowicie naturalnie, niezakłócona przez rozważania własnego ego. Klasyczne teksty mówią: "zapomnij o sobie i podążaj za tym drugim".

W "pchających dłoniach" występuje kilka szkolnych układów ruchów, które wykonuje się z partnerem. W różnych przekazach są one odmiennie nazywane. W stylu chen najbardziej popularny jest taki podział:

Pierwsze cztery etapy praktyki nie mają charakteru typowych form walki. Nie chodzi w nich o rywalizację z drugą osobą i porównywanie swoich umiejętności walki. Te ćwiczenia mają tylko umożliwić naukę realizacji zasad taiji w kontakcie z inną osobą. Nie jest to sparing. Tui shou jest tylko metodą treningową a nie walką.

Po okresie prostych szkolnych form w parach przychodzi czas na bardziej spontanicznie dopasowanie się do ruchu drugiej osoby. Jest to "san shou tui shou" ("swobodne pchające dłonie"). Ćwiczący starają się jak najlepiej wykorzystać cały potencjał swojego ciała. Ukryć swoje "centrum" i zaatakować "centrum" partnera, oczywiście przy minimalnym użyciu swoich sił. W takim treningu chodzi o przełożenie "szkolnych zachowań", na bardziej naturalne sytuacje walki ulicznej.

Niektórzy mistrzowie pomijają naukę pierwszych czterech etapów i od razu przechodzą do nauki "san shou".

W bardziej zaawansowanym okresie ćwiczenia tui shou przychodzi czas na naukę zastosowań bojowych. Wykorzystuje się wtedy "qin na" (dźwignie), pchnięcia, podcięcia i rzuty. "Qin na" w taijiquan nie polega tylko na ataku na określony staw, ale ma zainicjować w ciele reakcję łańcuchową, która umożliwi przejęcia kontroli nad "centrum" drugiej osoby. Ekspert taiji skupia się bardziej na osi ciała i "dan tien" przeciwnika niż na jego rękach lub nogach.

Aby móc wykorzystać siłę napastnika, najpierw trzeba nauczyć się do niej "podłączać". "Pchające dłonie" uczą użycia właściwego dystansu w walce, a przede wszystkim wykorzystania odpowiedniego momentu do ataku. Tego można nauczyć się tylko ćwicząc z partnerem. Nawet bardzo dokładna wizualizacja sparingu i indywidualny trening formy nigdy nie zastąpią realnego kontaktu z drugą osobą. Tylko "tui shou" może nauczyć wykrywania słabych stron przeciwnika i umożliwić odkrycie własnych słabości w kontakcie z obcą siłą.

Należy pamiętać o tym, że wszelkie zasady każdego systemu nie są po to, aby przeszkadzać i ograniczać, ale aby jak najbardziej pomóc w walce. Niektóre style bazują na prostych odruchach i szybciej dochodzi w nich do jakichś praktycznych umiejętności. Inne starają się wypracować całkowicie nowy sposób zachowania i wymagają więcej czasu do osiągnięcia realnych efektów. Oczywiście każda droga ma swoje plusy i minusy. Doskonale odzwierciedla to ludowa przypowieść: "Jedna osoba szybko przygotowuje posiłek i ma na stole jajecznicę z herbatą. Druga gotuje dłużej, ale spożywa wystawny obiad z kilku dań." Każdy musi sam ocenić czy warto czekać i zainwestować swój czas w praktykę tui shou....

Poniżej omówione zostaną najczęstsze błędy występujące w ćwiczeniu "pchających dłoni".

Praktyka tui shou choć pozornie prosta, jest tak naprawdę bardzo trudna. Problem bierze się stąd, że największą pracę trzeba wykonać "w środku". Wymaga to olbrzymiego zaangażowania ćwiczącego. Niezbędna jest stała koncentracja uwagi i rozluźnienie całego ciała. Zewnętrzny ruch szkolnych form jest niezbyt skomplikowany i bardzo łatwo jest wykonywać go "mechanicznie" i "na pamięć". Brak czujności jest najczęstszym błędem początkujących, którzy już po kilku minutach zaczynają się nudzić i "przysypiać".

Wiele osób ćwicząc formy tui shou w miejscu, walczy za wszelką cenę o utrzymanie pozycji (aby nie oderwać własnych stóp od ziemi). Napinają i odchylają mocno ciało od pionu, kosztem utraty "centrum". To całkowicie absurdalne podejście do praktyki, wyrabiające tylko złe nawyki. Przecież nikt w starciu ulicznym nie będzie stał w miejscu, jakby miał stopy przybite do podłoża, ale będzie poruszał się w różnych kierunkach. To chyba dla każdego jest oczywiste. Więc gdzie tkwi przyczyna takiego podejścia? Bierze się ono z niezrozumienia celu tego ćwiczenia. Należy pamiętać, że jest to tylko szkolny układ ruchów, mający nauczyć: rozluźnienia w bezpośrednim kontakcie z inną osobą, poczucia osi ciała, pracy bioder, osadzenia środka ciężkości czyli "zakorzenienia", ruchu całego ciała jako jedności, a nie "machania" samymi rękami; itp.

Osoby ćwiczące oprócz taijiquan także jakieś zewnętrzne style, zawsze przenoszą swoje doświadczenia z treningów tamtych systemów walki do tui shou. Przez cały czas są w fazie "Yang", nieustannie starają się atakować. Ich umysł stale opracowuje różne koncepcje ataku i obrony. Nie "słuchają" one drugiej osoby i są "głuche" na subtelne sygnały generowane przez ciało "przeciwnika". Starają się przez cały czas narzucić drugiej osobie swój rytm ruchu. Nie są w stanie zaufać fazie "Yin". Nie potrafią się w pełni rozluźnić i "przykleić". Udają tylko bycie biernym i wykorzystują zapaśniczą zwinność, wykonując "ruchy pociągnięcia i pchnięcia". Takie podejście do treningu tui shou może przez pewien czas dawać iluzję sukcesu, jeśli ćwiczy się z osobami słabszymi fizycznie i o małych umiejętnościach, bo można je dość łatwo wypchnąć z pozycji. Problem zaczyna się, gdy trafia się na osobę silniejszą lub bardziej zwiną, wtedy okazuje się, że ta taktyka całkowicie zawodzi, łatwo samemu wylatuje się z pozycji i nie można na to nic poradzić. Wzbudza to u takich osób sporą frustrację, a wszystko przez złe nawyki wyrobione przez wcześniejsze nieodpowiednie podejście do "pchających dłoni". Skorygowanie tego jest bardzo trudne, bo ciało wyuczyło się już innych odruchów.

Kolejnym częstym błędem osób ćwiczących tui shou jest nadmierne bycie "Yin". Dążenie do całkowitego rozluźnienia ciała w ruchu, wsłuchanie się w głąb siebie, powoduje efekt przebywania przez cały czas w "fazie biernej" i brak "fazy aktywnej". Osoba nadmiernie poddająca się przez cały czas ruchowi "przeciwnika", nie uczy się "zbierać" i wykorzystywać siły atakującego. Jest tak bardzo skupiona na sobie, że jest "głucha" na sygnały z ciała drugiej osoby.

W taijiquan mówi się o "pożyczaniu siły" od agresora. Bardzo ważne jest, aby nauczyć się podłączać do ruchu drugiej osoby i wykorzystać go. Tak jakby atakujący i broniący stali się jednym. Aby było to możliwe, niezbędne jest odpowiednie wyostrzenie zmysłów na odbierane bodźce. Tylko dzięki zwiększonej wrażliwości ciała, można odpowiednio szybko odebrać informacje i zareagować na nie. W realnej walce nie ma czasu na intelektualne rozważania. Działania muszą być całkowicie zrównoważone. Jakiekolwiek zakłócenie tego stanu sprawi, że nie uda się odpowiednio wykorzystać ruchu przeciwnika i trzeba będzie użyć znacznie więcej swojej siły do pokonania go.

Tak jak w indywidualnym ćwiczeniu form bardzo istotne jest rozluźnienie całego ciała i spokojny oddech, tak samo i w praktyce w parach te aspekty są również niezmiernie ważne. Kiedy kogoś ponoszą emocje i bardzo stara się pokonać przeciwnika, nieświadomie napina mięśnie, jego oddech staje się krótszy i szybko dochodzi do zadyszki. W takim stanie ciało słabnie, jedność górnej i dolnej części zanika, a "korzeń" pozycji przestaje istnieć. Paradoksalnie kiedy ktoś bardzo stara się wygrać, tylko osłabia się i ułatwia zadanie swojemu przeciwnikowi.

Jeżeli dochodzi do ataku i osoba po zainicjowaniu pchnięcia nie odnosi zamierzonego sukcesu, najczęściej odruchowo wzmacnia swój nacisk i napiera z coraz większą siłą. Całe ciało zaczyna się lawinowo napinać i ruch robi się coraz bardziej "ciasny". Brak rozluźnienia uniemożliwia odpowiedni przepływ energii i siła zostaje uwięziona w ciele osoby atakującej. Im mocniej agresor naciera, tym bardziej robi się słabszy. Jego "centrum" staje się bardzo "widoczne" i przegrywa. W taijiquan bardzo ważne są rozluźnienie i specyficzna miękkość ruchów. Jeżeli przeciwnik nie będzie mógł znaleźć oparcia dla swoich akcji (brak kontaktu z "dan tien" broniącego się), nie będzie w stanie skutecznie przeprowadzić ataku.

Trening "pchających dłoni" często nazywany jest "inwestowaniem w przegraną", ponieważ ćwiczący uczą się czerpać korzyści z ustępowania przed siłą. Należy zwrócić uwagę, że "przyklejenie" ("nien jing"), "słuchanie" ("ting jing"), "zrozumienie" ("tong jing") i "neutralizacja" ("hua jing") przynależą do fazy YIN. Tak więc większy nacisk kładzie się w tym ćwiczeniu na "akcje do środka", niż na "akcję na zewnątrz". Oczywiście nie można być tylko biernym, bardzo istotna jest też faza YANG czyli atak, ale tak naprawdę jest on w Tui Shou drugorzędny. Można to porównać do napinania sprężyny, która kumuluje energię, ale "oddanie" tego co "zebrała" następuje powoli w kontrolowany sposób. "Fa jing" czyli "wybuchowe uderzenia" ćwiczy się tylko w indywidualnych formach. Użycie ich w "pchających dłoniach" doprowadziło by do uszkodzenia partnera, jego ciężkiej kontuzji.

Wśród ćwiczących taijiquan są osoby o bardzo różnym temperamencie. Jedni lepiej czują się broniąc, a drudzy atakując. Niezależnie od tego, która opcja jest bardziej naturalna, należy pamiętać o tym, że neutralizacja i atak są ze sobą nierozerwalnie połączone. Jeżeli ktoś nie będzie potrafił właściwie wykorzystać siły agresora, nie będzie w stanie odpowiednio zaatakować. W "Yang" jest ukryte "Yin", a w "Yin" jest ukryte "Yang". Kiedy naciska się ręką na gałąź, ustępuje ona pod wpływem siły, ale wyraźnie wyczuwamy, że energia się w niej kumuluje. Wystarczy zabrać dłoń, a gałąź odda, to co "zebrała". Tak samo powinno być i w tui shou. Ustępowanie jest gromadzeniem siły atakującego (ale nie napinaniem się i "twardnieniem" w środku) i przygotowaniem do dalszego użycia jej. To dlatego klasyczne teksty mówią: "użyj siły czterech uncji, aby pokonać siłę 1000 funtów".

Ćwiczenie tui shou ma nauczyć odpowiedniego wykorzystywania własnego ciała w walce. Bardzo istotne jest zachowania specjalnej "struktury" w ruchu, która zagwarantuje zbudowanie tak zwanej "całościowej siły". Jeżeli ktoś łamie zasady taiji i działa "siłą na siłę" oraz używa rąk w "oderwaniu od reszty ciała", to niczego się w tym ćwiczeniu nie uczy i tak naprawdę przegrywa wygrywając szkolny "pojedynek" z partnerem, bo nabywa tylko złe nawyki, które potem bardzo trudno jest wykorzenić.

Nieoceniona w praktyce tui shou jest możliwość ćwiczenia z kimś lepszym od siebie. Wtedy postępy przychodzą znacznie szybciej. Gdy ktoś cierpliwie wyjaśnia i natychmiast koryguje błędy, które powstają, wszystko staje się znacznie prostsze. To idealny poligon do sprawdzenia każdej teorii.

Sam trening formy bez ćwiczeń w parach jest tylko pewnego rodzaju abstrakcją. To tak jakby uczyło się strzelać z łuku bez używania strzał. Jeżeli ktoś będzie 1.000 razy napinał samą cięciwę pustego łuku, to nabędzie jedynie umiejętność napinania łuku, ale nigdy w ten sposób nie nauczy się od razu celnie strzelać strzałą do ruchomego celu w czasie zgiełku bitwy. Tym którzy kultywują iluzję, że sama praktyka form przyniesie wspaniałe umiejętności bojowe, życzę, aby nigdy nie musieli tego weryfikować na ulicy, bo może się to skończyć dla nich tragicznie....

Mistrzowie taijiquan mówią, że ćwiczenie form umożliwia głębsze poznanie siebie czyli "świata wewnętrznego" (aspekt Yin). Praktyka tui shou uczy poznawać innych czyli "świata zewnętrznego" (aspekt Yang). Tylko połączenie elementów Yin i Yang pozwala na osiągnięcie pełnej harmonii. Oba rodzaje treningów doskonale się uzupełniają i wzajemnie na siebie wpływają. Wykonując indywidualnie formę należy zachowywać się tak, jakby się ćwiczyło z partnerem. Ważne, aby starać się cały czas szukać odpowiedniego rozkładu sił, "zakorzenienia". Tak jakby każdy ruch był walką z kimś. W praktyce z partnerem ćwiczy się tak, jakby go nie było. Nie ma żadnego zagrożenia, całe ciało jest zrelaksowane, a umysł spokojny.

Taijiquan jest nierozerwalnie związane z tui shou. Nie można nauczyć się walki nie walcząc. Sam trening form nie wystarczy. Jeżeli ktoś zamierza realnie wykorzystać bojowe aspekty taiji, musi intensywnie zająć się praktyką "pchających dłoni" pod okiem wykwalifikowanego instruktora. Tylko duża ilość ćwiczeń w parach może przynieść umiejętności, które pozwolą na zwycięstwo w walce. Należy jednak pamiętać o tym, że do treningu tui shou niezbędne jest odpowiednie przygotowanie czyli głębokie studiowanie form, a zwłaszcza "zhan zhuang" ("chan si gong"). Aby móc skutecznie atakować "centrum" ("dan tien") przeciwnika, najpierw należy nauczyć się kontrolować swoje "centrum". Jeżeli ktoś nie "poznał" dokładnie siebie, bardzo trudno będzie mu "odkryć" i "zrozumieć" drugą osobę. Bez głębokiej indywidualnej praktyki form ćwiczenie "pchających dłoni" będzie bardzo powierzchowne i nie przyniesie zbyt dużego pożytku.

I na koniec jedna uwaga. O tui shou stosunkowo łatwo jest mówić lub pisać, ale bardzo trudno jest go właściwie ćwiczyć. Nie wystarczy intelektualne zrozumienie, ale niezbędne są długie godziny praktyki z jak największą ilością osób. Umiejętność realizacji wszystkich zasad taiji w każdej fazie ruchu jest olbrzymim osiągnięciem. Tylko wypracowanie takich efektów, może przynieść sukces w prawdziwej walce.

Temat tui shou jest bardzo obszerny i nie sposób omówić wszystkich jego aspektów w krótkim tekście. Ten artykuł jest tylko ogólnym omówieniem niektórych zagadnień. Jego zadaniem jest zainspirowanie do głębszego studiowania taijiquan i bardziej świadomego eksperymentowania z ćwiczeniami "pchających dłoni".

Artykuł ukazała się w magazynie "Świat Nei Jia" nr 40 (luty-maj 2005).

 


| Spis artykułów | Początek strony |