Wudang - Akademia Taijiquan i Qigong Tomasza Grycana

Start Taijiquan Qigong Dao-Tao-Fit Combat-Dao-Fit
Aktualności Akademia Nauczyciel TRENINGI
Seminaria Artykuły Literatura Linki Kontakt

WYWIAD Z JAROSŁAWEM SZYMAŃSKIM - CZĘŚĆ II
Jarek's Chinese Martial Arts Homepage

przeprowadzony poprzez internet (e-mail).

Tomasz Grycan zadaje pytania, nadesłane przez czytelników, po opublikowaniu wywiadu w marcowym wydaniu "Świata Nei Jia".

Tomasz Grycan - Co sądzisz o nauce form z bronią (np. miecz, szabla czy halabarda) w dzisiejszych czasach? Przecież w realnym życiu, na współczesnych ulicach, nikt nie będzie ich używać. Czy warto poświęcać wiele lat, na opanowanie całego arsenału broni, wchodzącego w skład wielu tradycyjnych styli Kung Fu?

Jarosław Szymański - Jest kilka aspektów dotyczących ćwiczeń z bronią. Jeśli do tych ćwiczeń podchodzi się w sposób "jeszcze jedna forma", to taka nauka jest pozbawiona większego sensu. Przede wszystkim dlatego, że takie podejście oznacza najczęściej nauczenie się formy bez opanowania najpierw podstawowych jej technik i zrozumienia ruchów. Konsekwencją jest całkowity brak umiejętności posługiwania się daną bronią. Tradycyjnie ćwiczenia z bronią poprzedzała długa nauka wstępna ćwiczeń bez broni (która dawała zrozumienie zasad danego stylu), po czym poznawano ćwiczenia specyficzne dla danego typu broni, najpierw podstawowe, potem forma, wreszcie zastosowania ruchów z formy ćwiczone z partnerem (który używa najpierw tej samej broni, a potem innej), w końcu odpowiednik wolnej walki ale bez użycia siły, a raczej z koncentracją na wykorzystaniu zasad. Podkreślam tutaj ważność zasad, ponieważ ta sama broń, np. miecz, inaczej będzie wykorzystany np. w typowym Shaolinie, a inaczej w stylach wewnętrznych. Zatem w pojedynku na miecze wg zasad Shaolinu może pojawiać się przeciwstawianie siły sile, podczas gdy np. w Bagua przy spotkaniu dwóch broni (co się zresztą rzadko zdarza) należy poddać się ruchowi przeciwnika, by przy wykorzystaniu ruchu okrężnego "wrócić" do niego i zaatakować. Powyższy przykład jest dużym uproszczeniem, tym bardziej, że wymiana w chińskich sztukach walki doprowadziła do powstania szkół łączących elementy wewnętrznych i zewnętrznych stylów, ale chciałbym podkreślić ważność znajomości zasad stylu.
Opanowanie walki danym typem broni wzbogaca i pogłębia zrozumienie walki bez broni, często przyspiesza rozwój pewnych umiejętności, które bez zastosowania broni byłyby bardzo trudne do nabycia. Typowym przykładem może być tutaj zastosowanie włóczni. Ćwiczenia podstawowe z włócznią jak żadne inne pozwalają na koordynacje ciała i wzmocnienie pasa, nie mówiąc już o rękach czy nogach, szczególnie, gdy ćwiczy się z tzw., Da Qiang (długa włócznia), ciężka i osiągająca długość 4 m. (czasami jest ona zastępowana tyczką, tzw., Da Gan). Włócznia jest bardzo ważną bronią np. w Xingyiquan czy Xinyi Liuhe Quan i często może z powodzeniem zastąpić ćwiczenia bez broni. Mój nauczyciel Xinyi Liuhe Quan twierdzi, ze 15 minut ćwiczeń z włócznią jest lepsze niż 1,5 godziny ćwiczeń bez broni. W przypadku Baguazhang sam zauważyłem, jak bardzo (wręcz skokowo) poprawiła mi się praca talii, gdy mój mistrz dal mi kilka prostych ćwiczeń z mieczem. Broń Bagua jest o tyle zresztą interesująca, że jej wymiary są bardzo nietypowe - np. miecz czy szabla mają po ok. 1,5m długości i ważą ok. 5kg. Kilkanaście ćwiczeń takimi przyrządami daje się nieźle we znaki, ale jeśli potem weźmiemy do ręki zwykłą broń jej ciężar jest zupełnie niezauważalny. To kolejna korzyść płynąca z ćwiczeń z bronią - wzrost siły, która jest przecież często determinującym czynnikiem rozstrzygającym o wyniku walki. Oprócz korzyści natury czysto fizycznej, ćwiczenia z bronią bardzo wyostrzają uwagę, wspomagają koncentrację, szczególnie, gdy ćwiczymy z partnerem. Ten aspekt został wykorzystany przez ćwiczących Taijiquan, którzy niekiedy wprowadzają ćwiczenia Pchających Dłoni (Tui Shou), podczas których jeden z ćwiczących trzyma w ręku nóż!

T.G. - Dla większości ludzi na zachodzie istnienie energii wewnętrznej "Chi" jest niemożliwe. Nawet ćwiczący przez wiele lat Tai Chi, mają wątpliwości czy to co czują to "Chi". Brak wykwalifikowanych nauczycieli, którzy mogliby to zweryfikować, sprawia, że uczeń bardzo wiele rzeczy musi przyjąć "na wiarę". Jak z tym jest dzisiaj w Chinach? Czy (jak) nauczyciel przekonuje ucznia o istnieniu "Chi"?

J.S. - Jak już wspomniałem wcześniej, "Qi" (Chi) to słowo-wytrych, którym posługuje się wielu nauczycieli. Zdefiniowanie Qi przy wykorzystaniu terminologii współczesnej nauki jest bardzo trudne. W Chinach nie ma tendencji do udowadniania, ze Qi istnieje, w trakcie nauki jednak mistrz będzie stosował te pojęcia korygując ucznia. Nie chciałbym wchodzić tutaj w jakieś generalizacje, ale podać kilka przykładów z mojej praktyki. Swego czasu uczyłem się Qigongu Bagua (choć w rzeczywistości jest to raczej odmiana ćwiczeń Tuna) i podczas tych ćwiczeń miałem koordynować oddychanie z koncentracją na ruchu Qi stojąc bez poruszenia. Nauczyciel położył mi ręce na brzuchu i nerkach, i po kilku oddechach stwierdził, ze Qi się porusza właściwie. Moje własne odczucie polegało na odczuciu "rozszerzania" i "kurczenia". Z kolei podczas ćwiczeń Xinyi Quan nieoczekiwanie zauważyłem, że w ciągu zaledwie kilkunastu minut bardzo stwardniał mi brzuch, i to bez napinania mięśni. Nauczyciel zapytany, co to jest, odpowiedział: "To Qi gromadzi się w Dantian". Nie wiem czy to prawda i jak to rozumieć, ale faktem jest, że przy użyciu "Qi" tłumaczy się w Chinach wiele tego typu zjawisk.

T.G. - Czytając różne historie z życia mistrzów Nei Jia, nawet tych z początków naszego wieku, pełno jest w nich opisów o niesamowitych umiejętnościach wykorzystania "Chi". Wyższości w konfrontacji styli "miękkich" nad "twardymi". Dlaczego dzisiaj jest tak trudno spotkać kogoś o takich umiejętnościach?

J.S. - Przede wszystkim nie uważam, by jakiekolwiek style były lepsze od innych. Wszystko zależy od kompetentnego nauczyciela i oddanego, ciężko pracującego i pojętnego ucznia. Kung fu to nie styl lecz indywidualna umiejętność. Jak już wspomniałem w pierwszej części wywiadu, w dzisiejszych czasach mało kto ćwiczy z takim poświęceniem, jak choćby 100 lat temu. Umiejętności w kung fu przychodzą poprzez ciężką pracę i oddanie. Poza tym wiele książek ma tendencje do ubarwiania opisów wyczynów dawnych mistrzów. Wiele legendarnych umiejętności nigdy nie istniało - jest po prostu fikcją literacką. Współczesne ćwiczenie różni się bardzo od tego z poprzedniego stulecia - wówczas nie ćwiczyło się dziesiątek form, ruchów. Poznawało się podstawy i koncentrowało na nich przez wiele lat. Umiejętności walki zdobywało się poprzez samą walkę. Swego czasu rozmawiałem o tym z Chen Zhenglei'em (mistrzem stylu Chen Taijiquan) i mnichem Suyun z klasztoru Shaolin. Obaj stwierdzili, że za ich młodości nikt nie starał się opanować wielu ruchów, a raczej koncentrował na jednym czy dwóch. Jest takie powiedzenie w chińskich sztukach walki, że prawdziwa umiejętność jest nie w ilości, lecz w perfekcji (Bu Zai Yu Duo Er Zai Yu Jing). Chłopi z Chenjiagou latami ćwiczyli "Jin Gang Dao Dui" (Uderzenie pięścią połączone z tupnięciem), mnisi z Shaolinu doskonalili się w jednej z 72 Umiejętności. Nikt nie był mistrzem we wszystkim, ale był mistrzem w czymś. Choć i chłopi, i mnisi znali formy, jednak każdy miał jakieś "Jue Huo" - perfekcyjnie opanowana umiejętność. Dziś już praktycznie nie ma ludzi tak ćwiczących.

T.G. - Na pewno widziałeś wiele pokazów mistrzów Nei Jia, na przykład tzw. "twardy Chi Kung", co zrobiło na tobie największe wrażenie?

J.S. - Twardy Qigong nie jest związany z Neijia, opiera się najczęściej na typowo fizycznych umiejętnościach z pewnym dodatkiem tricków opartych na zasadach fizyki. Takie pokazy nigdy nie robiły na mnie większego wrażenia. Nigdy nie były one częścią wyszkolenia w kung fu, lecz "grup artystycznych", które w swym programie miały demonstrację form (stad narodziło się współczesne sportowe Wushu) i tego typu pokazy. Na mnie największe wrażenie zrobił pewien "artysta", którego głową dwóch kolegów (trzymali go do góry nogami) starało się rozbić betonową płytę. Mimo wielokrotnych prób, podczas których słychać było głuchy odgłos czaszki uderzającej o beton, nie udało się pokonać opornej płyty. "Artysta" choć oszołomiony i wyraźnie zawstydzony, został jednak nagrodzony gorącymi oklaskami - co jak co, ale czaszkę miał wyraźnie odporną. Chciałbym jednak podkreślić, że z wewnętrznym kung fu miało to niewiele wspólnego, a ćwiczenia na "stalową głowę" są niezwykle proste.

T.G. - Wspomniałeś ostatnio o znalezieniu przez Ciebie jakiegoś zaginionego stylu. Jak Ci się udaje trafić na takich starych mistrzów (mało znane przekazy)? Czy dostajesz jakieś listy polecające od swoich nauczycieli Kung Fu?

Raczej trafiłem na ślad niż faktycznie odkryłem. Chłopi w wiosce, do której trafiłem, twierdzili, że dawno został zapomniany, ale na osobności potrafili go dość szczegółowo opisać, a oczy im się bardzo świeciły, gdy zaproponowałem wymianę manuskryptów (Quan Pu). Na mało znane style trafiam głównie dzięki "grzebaniu" w książkach, głównie starych manuskryptach (których mam już sporą kolekcję), kontaktach z mistrzami, a przede wszystkim podróżowaniu i odwiedzaniu różnych nauczycieli. Czasami podczas wielogodzinnej rozmowy pada jedno zdanie, które "naprowadza mnie na trop". Jakieś nazwisko, nazwa miejscowości dają już jakieś podstawy. Największy problem polega zawsze na znalezieniu w danym miejscu kogoś "światłego", chętnego do podzielenia się informacjami. O te informacje nie jest łatwo i musze przyznać, że te lata w Chinach nauczyły mnie je cenić, często pewnie nawet za bardzo. Poza tym często trudno jest przebić się przez mur nieufności do brodatego cudzoziemca.

T.G. - Jak Ci się udaje przekonać starych Chińczyków, zwłaszcza tych na prowincji, aby zademonstrowali swoje umiejętności i pozwolili się nagrać na wideo "jakiemuś Europejczykowi"?

J.S. - To się chyba obecnie nazywa "public relations skills", a w rzeczywistości chińskiej opiera się na znajomości języka, zwyczajów, ludzkiej psychologii. Muszę też szczerze przyznać, że często jest to też gra na ludzkiej próżności. Nie bez znaczenia jest "wkradnięcie się w łaski" kogoś wpływowego z miejscowej społeczności - wówczas wiele rzeczy jest już bardzo prostych. Zdarza się, że podczas kolacji wydanej przez sołtysa, lub częściej - sekretarza partii, na cześć pierwszego w wiosce cudzoziemca, poznaje się kogoś, kto chętnie zaprowadzi do lokalnego eksperta i "załatwi", że ten nie będzie miał oporów przed zademonstrowaniem swojego stylu cudzoziemcowi. Niekiedy (i tak jest najczęściej) dopiero przy kolejnej wizycie zdobywa się zaufanie i jest się wprowadzanym w lokalne sprawy - niesnaski miedzy lokalnymi władzami Wushu i chłopskimi mistrzami, konflikty między stylami, etc. Dopiero wtedy można powiedzieć o "wejściu" w daną społeczność. Potem już tylko trzeba dać zarobić lokalnym taksówkarzom, którzy wiozą mnie z miasteczka powiatowego na wioski, no i samym mistrzom za demonstrację (tego przynajmniej wymaga dobry ton). Tak wiec zbieranie materiałów wiąże się nie tylko z wieloma wysiłkami, ale również nakładami finansowymi.

T.G. - W wielu zewnętrznych stylach znajdują się krótkie ćwiczenia lub całe formy na workach lub różnego rodzaju manekinach. Czy w Nei Jia też one występują? Czy używa się specjalnych ćwiczeń "utwardzających" (hartujących) powierzchnie kończyn?

J.S. - Strategia Neijia opiera się na poddaniu sile przeciwnika, i przez ten fakt nie kładzie się nacisku na ćwiczenia utwardzające. Z drugiej strony wiadomo, że w realnej walce nie daje się uniknąć przyjęcia uderzenia. W rezultacie takie style, jak Baguazhang, Xingyi czy Xinyi stosują szereg metod utwardzających. Ćwiczenia te dają nie tylko odporność na ciosy, ale również uczą wykorzystania siły całego ciała. Jednym z takich ćwiczeń jest "Xinyi Da Zhuang", w którym wykorzystuje się przede wszystkim uderzenia biodrami i barkami w charakterystyczny dla Xinyi sposób. Bagua i Xinyi wykorzystują również metodę "Dłoni Stalowego Piasku", choć dzięki stosowaniu specjalnych ziół, dłonie po takim treningu sprawiają wrażenie jeszcze delikatniejszych, niż przed. Pokazuje to różnicę w porównaniu z metodami utwardzającymi Karate, które prowadzą do zniekształcenia kości dłoni.

Nie zgadzam się z typowym podziałem stylów na wewnętrzne i zewnętrzne, jest to podział sztuczny a po raz pierwszy zastosowany w końcu lat 20-tych naszego wieku w Centralnej Akademii Sztuk Walki w Nankinie (wcześniej Neijia oznaczało pewien konkretny styl, a nie, jak obecnie, ich grupę). Obie grupy stosują podobne metody ćwiczeń, a utwardzanie jest jedną z nich. Jednakże, gdy w stylach zewnętrznych utwardzanie nastawione jest także na odbieranie ciosów, tak w wewnętrznych przede wszystkim na uderzanie. Ponieważ jednak w praktycznej walce bardzo łatwo być trafionym, w związku z tym tradycyjnie istnieje maksyma "naucz się odbierać ciosy, zanim nauczysz się uderzać". Oczywiście w tzw. stylach zewnętrznych temu utwardzaniu poświęca się znacznie więcej uwagi.

T.G. - Czy w stylu Pakua i Xing Yi ćwiczony jest sparring treningowy? Jakie są podobieństwa i różnice w stosunku do sparringów w stylach zewnętrznych?

J.S. - Jedyne różnice wynikają z różnych zasad taktycznych. W stylach wewnętrznych najważniejsza jest umiejętność dostosowania do przeciwnika, co praktycznie wymaga opanowania tzw. umiejętności słuchania. Uzyskuje się ją poprzez ćwiczenia typu Pchających Dłoni (które występują nie tylko w Taiji, ale też w Xingyi i Bagua). Należy oduczyć ciało wrodzonej (czy może nabytej) umiejętności reagowania oporem na siłę zewnętrzną - ciało musi nauczyć się poddawać tej sile, neutralizować ją. Piszę "ciało", gdyż nie chodzi tu o intelektualne zrozumienie, lecz naturalne, podświadome zachowanie. Nazywa się to "pokonywaniem twardości miękkością" (Yi Rou Ke Gang). Kiedy ta umiejętność jest już wstępnie nabyta, wówczas można rozgrywać sparringi. Ogólnie rzecz biorąc, różnica w porównaniu ze stylami zewnętrznymi będzie polegała na raczej biernym (w oczekiwaniu na okazje) udziale w walce, choć im wyższy poziom, tym bardziej ta bierność będzie przejawiała się w sprycie i stosowaniu trików dla wciągnięcia przeciwnika w dla nas korzystna sytuacje.

T.G. - Na zachodzie bardzo mało jest materiałów na temat Pakua i Xing Yi, w Polsce praktycznie w ogóle. Chińczycy, którzy przyjeżdżają do naszego kraju, nawet jeżeli podejmą się uczenia tych styli, szybko "poddają się" i kończą nauczanie. W czym tkwi tak wielka trudność opanowania tych styli, a zwłaszcza Xing Yi ?

J.S. - Nie uważam, by Baguazhang czy Xingyi były trudniejsze do opanowania, niż jakiekolwiek inne style, a szczególnie Taijiquan. Taiji uważane jest za bardzo wysoko zaawansowaną "sztukę jazdy" i nabycie bojowych umiejętności wymaga wielkiego wysiłku i długiego okresu ćwiczeń. Główną trudnością jest bazowanie na miękkości i rozwijanie przede wszystkim umiejętności neutralizacji, nie przeciwstawiania się nadchodzącej sile (co jest dość obce ludzkiej naturze). Ponieważ Xingyi rozwija najpierw tzw. Jawną Siłę (Ming Jin), zwykle rok czy dwa wystarczają, by techniki Xingyi miały swoją wartość. Podobnie jest w przypadku Bagua. Rzeczywisty problem z nauczaniem stylów wewnętrznych leży w błędnym ich rozumieniu przez ludzi Zachodu. Taijiquan uważane jest za zdrowotną gimnastykę, nie wymagającą wysiłku. W rzeczywistości takie ćwiczenie, nawet jeśli poznaje się zastosowanie technik i Pchające Dłonie, do niczego nie zaprowadzi. Konieczne jest spędzenie sporej ilości czasu na ćwiczeniach stania (Zhan Zhuang), często w niskich, męczących pozycjach, początkujący powinni ćwiczyć tzw. duże odmiany danego stylu (o obszernych ruchach i niskich pozycjach), by stopniowo zmniejszać amplitudę ruchów w procesie tzw. internalizacji (a wiec budowania wewnętrznej siły i ukrytej mechaniki).
Podobnie Xingyi i Bagua wymaga bardzo solidnych podstaw - w przypadku Xingyi jest to zakorzenienie wynikające z ćwiczenia stania w pozycji San Ti Shi; w Bagua wymagane jest perfekcyjne opanowanie dwóch kroków, Bai Bu (na zewnątrz) i Kou Bu (do wewnątrz). Te podstawy ćwiczy się latami (przynajmniej w tradycyjnych odmianach), bez nich znajomość wielu form, technik i zastosowań nic nie znaczy, bo są one puste i pozbawione treści.
Uważam, ze tylko zmiana sposobu myślenia przy nauce stylów wewnętrznych może prowadzić do jakichś sukcesów. Style wewnętrzne wymagają nie mniej wysiłku i pracy, niż zewnętrzne.
Jeśli ćwiczymy dla relaksu, pozbycia się stresu, wówczas nasz cel jest zupełnie inny, niż tradycyjna umiejętność walki. Wszystko jest w porządku, dopóki nie oszukujemy się, że ćwiczymy sztukę walki lub kontynuujemy chińskie tradycje.

T.G. - Na stronach http://www.plumflower.com znajdują się opisy publikacji dotyczących stylu Ba Gua Zhang (odmiana Yin) poświęconych "Dwunastu Energetyzującym Pozycjom Medytacyjnym" (The Twelve Guiding Energy Sitting Meditation of Yin Style Ba Gua) oraz "Ośmiu Leczniczym Dźwiękom Stylu Yin" (The Eight Healing Sounds of Yin Style Ba Gua). Czy zetknąłeś się z podobnymi technikami? Jeśli tak to czy możesz powiedzieć coś więcej na ich temat?

J.S. - Ponad 9 lat pobytu w Chinach nauczyło mnie ostrożnego podchodzenia do różnych "dzieł". Znam autora tych książek (i kaset) i mam o nim dość ugruntowaną opinię. Jego książki to przede wszystkim tradycyjna medycyna chińska (której jest zresztą lekarzem) zmieszana, zresztą zupełnie niepotrzebnie, z Yijingiem (Księgą Przemian) i teorią 8 trygramów, a to, że dodaje on, iż należy ich treść do tradycji stylu Yin Baguazhang, to już tylko odpowiedź na pewne oczekiwania i ma charakter raczej komercyjny. Nie ekscytowałbym się zbytnio tego typu ćwiczeniami. Na pewno znacznie bardziej wiarygodne są ćwiczenia 6 dźwięków propagowane przez znanego mistrza Xingyiquan, Ma Litanga. Ma nigdy nie ukrywał, że nie są one częścią jego systemu walki, a ćwiczenia i tak były i są bardzo popularne w Chinach. Zresztą Ma jest w tej chwili uważany za postać niemal legendarną.

T.G. - Wspominałeś o pobieraniu nauk u taoistycznego mnicha. Cytuję: "(...)Nauka u Zhen Yangzi pozwoliła mi na odkrycie zupełnie innego Taoizmu, niż ten, który wcześniej "poznałem", uświadomiła też, że Taoizm i sztuki walki to dziedziny, których nie da się porównać i nie należy mieszać. Choćby dlatego, że wiele zasad, które brzmią identycznie, nosi zupełnie inne znaczenie w Taoizmie i sztukach walki." Czy mógłbyś coś więcej na ten temat powiedzieć?

J.S. - Nie chce się wypowiadać na ten temat. Mogę tylko powiedzieć, że być może jeden promil różnych stylów Qigongu uczy "obudzenia" prawdziwej energii Qi, reszta to ćwiczenia oddechowo-koncentrujące.

T.S. - Czy oprócz ćwiczenia wewnętrznych styli, zajmujesz się jakimiś specjalnymi taoistycznymi praktykami (np. medytacjami)? Czy używasz specjalnej diety, wzmacniających mieszanek ziołowych?

J.S. - Medytacja pomaga bez wątpienia w praktyce sztuk walki, choć zapewne też we wszystkim innym. Sztuki walki korzystają przede wszystkim na efekcie rozluźnienia (także mentalnego), a co za tym idzie - zatopieniu Qi w Dantian, lepszej generacji siły, "zakorzenieniu". Z drugiej strony medytacja Taoistyczna służy jednak innym celom, i traktowanie jej jako elementu ćwiczeń sztuk walki jest pominięciem prawdziwego przeznaczenia medytacji. W kontekście sztuk walki należy raczej mówić o tzw. "Jing Gong", a więc metodach ćwiczeń w bezruchu. Wiem, że często na Zachodzie ucząc Taijiquan podaje się mieszankę sztuki walki z ćwiczeniami relaksującymi i siedzącą medytacją. Słyszałem nawet o nauczycielach, którzy uczą udrożnienia Małego i Dużego Obiegu (Xiao Zhoutian i Da Zhoutian) w przeciągu kilku tygodni czy miesięcy. To świadczy tylko o braku zrozumienia, czym te obiegi są i na czym polega to udrożnienie. Na pewno nie na myśleniu, że Qi płynie wzdłuż jakichś kanałów i uczuciu ciepła wzdłuż nich. Co do mieszanek ziołowych, to mieszkając w Chinach nie da rady ich uniknąć. Moi nauczyciele często sugerują picie jakichś obrzydliwych mieszanin (zgodnie z chińską maksymą że "dobre lekarstwo ma gorzki smak") dla zapobiegnięcia przeziębieniom czy "wygaszenia ognia" (gdy na przykład zanosi się na ból zęba), ale nie ma to bezpośredniego związku z ćwiczeniem.

T.G. - Czy to prawda, że w tradycyjnym Kung Fu istnieje reguła mówiąca, że każdy kto potrafi zabijać, powinien umieć też leczyć. Dlatego dawniej bardzo wielu mistrzów sztuk walki było też lekarzami. Jak z tym jest dzisiaj? Czy też poznajesz Tradycyjną Chińską Medycynę?

J.S. - Prawdą jest, że wielu mistrzów sztuk walki jest specjalistami w masażu lub medycynie chińskiej. Ucząc się sztuk walki nie do uniknięcia jest nauka punktów witalnych, metod uderzania w nie (sama znajomość punktów nie wystarcza, trzeba jeszcze wiedzieć, jak na nie zadziałać, by wywrzeć określony efekt). Podczas ćwiczeń często dochodzi do urazów, i nauczyciel musi wiedzieć, jak reanimować poszkodowanego. Niektóre wewnętrzne urazy wymagają zażywania pewnych lekarstw, i wiedzę o ich składzie i sposobie przygotowania nauczyciel sztuk walki musi również posiąść. Mój mistrz Bagua jest znanym i cenionym lekarzem tradycyjnej medycyny chińskiej, i jest to część wiedzy, jaką przekazał mu jego nauczyciel. Na ile jednak jest ona związana z samą sztuką walki - trudno powiedzieć. Mój nauczyciel Xinyi ma przepisy na kilka "cudownych" mieszanek ziołowych, które przekazał mu jego mistrz. Jest to autentyczna tradycja, która istnieje do dziś.

T.G. - Większość adeptów zewnętrznych styli to mężczyźni. Jak jest z udziałem kobiet w Nei Jia? Czy zauważyłeś aby nauczyciele stosowali jakiś specjalny rodzaj treningu dla nich? Na przykład inne rodzaje medytacji, ćwiczeń (wizualizacji) prowadzenia "Chi" itp.. Czy w czasie treningów rozróżnia się sposób wykonania jakiś "form" ze względu na płeć?

J.S. - Choć w historii sztuk walki było kilka kobiet, które przewyższały swymi umiejętnościami mężczyzn, były to raczej wyjątki potwierdzające regułę. Ze względu na fizjologie kobiety rzadko osiągają wysoki poziom w kung fu, szczególnie jeśli chodzi o umiejętności "wewnętrzne". Poprawnie ćwiczone Neijia zmienia sylwetkę, "zniekształca" ją w odniesieniu do europejskich standardów. Grube nogi, silna, rozwinięta (czytaj - gruba) talia, zaokrąglone barki - nie wiem, ile kobiet chciałoby zapłacić taką cenę dla osiągnięcia mistrzostwa. To, że nie widzimy tak zbudowanych kobiet na zawodach kung fu, to przede wszystkim wynik tego, że tradycyjne metody ćwiczeń nie są kontynuowane, dominują natomiast metody oparte na elementarnym Shaolinie, który w Chinach ćwiczą tylko dzieci i zawodnicy pokazowego Wushu. Ćwiczenia oddechowe, w których stosuje się wizualizacje lub koncentracje na określonych punktach, są rzeczywiście zróżnicowane w zależności od płci. Ogólnie rzecz biorąc, mężczyźni koncentrują się na dolnym Dantianie, a kobiety - na punkcie miedzy piersiami. Koncentracja na dolnym Dantianie w przypadku kobiet prowadziłaby do bardzo obfitych menstruacji. W księgach traktujących o medytacji taoistycznej są specjalne rozdziały dotyczące metod przeznaczonych dla kobiet.

T.G. - Powszechnie mówi się o powolnym upadku sztuk walki u progu XXI wieku, że ich złoty okres już minął. Czy w tej chwili w Chinach tylko przechowuje się starą wiedzę czy też spotkałeś się z czymś nowym, rewolucyjnym co ożywiłoby na nowo Nei Jia?

J.S. - Ideą sztuk walki jest dziedziczenie starych metod i dalszy rozwój - Jicheng Fayang. Rzeczywistość jest jednak taka, że obecnie mało jest ludzi, którzy ćwiczyliby kung fu z takim oddaniem, jak to było kilkadziesiąt lat temu. Ponieważ sukces w sztukach walki zależy w dużym stopniu od wkładu pracy, jeśli nie jesteśmy w stanie dorównać dawnym pokoleniom, to o jakim rozwoju może być mowa? Uważam, ze w tej chwili najważniejsze, to ratowanie sztuk walki - fotografowanie i filmowanie starych mistrzów, przeprowadzanie wywiadów z nimi, zapisywanie starych metod. Tylko wtedy będzie można dać świadectwo dawnej świetności sztuk walki, bo umiejętności niestety tego świadectwa nie dadzą. Wiem, że na Zachodzie wprowadza się nowe rozumienie starych pojęć, co ma prowadzić do lepszego zrozumienia sztuk walki przez analityczne umysły ludzi Zachodu (takie próby podejmuje np. Mike Sigman w USA w odniesieniu do tzw. Peng Jin), ale tylko czas pokaże, czy te próby są poprawne i mają szansę usprawnić proces nauki kung fu przez cudzoziemców.

T.G. - Czy mógłbyś opisać jak wyglądają przeciętne treningi Nei Jia w Chinach, jakich używa się metod treningowych? Czy przez cały rok rzeczywiście ćwiczy się na dworze? A co gdy pada deszcz lub wieje silny wiatr? Jak wygląda to organizacyjnie (czy na przykład lekka mżawka już uniemożliwia trening, kto o tym decyduje, jak się wtedy kontaktujecie)?

J.S. - Tradycyjni nauczyciele sztuk walki, tzw. ludowi, (nie nauczający w ramach stowarzyszeń Wushu), nauczają zawsze na dworze. W Chinach po prostu nikt nie kłopocze się problemem wynajęcia odpowiednich sal, a ćwiczenie na dworze jest przyjętą norma. Gdy pada silny deszcz, zajęcia nie odbywają się, natomiast lekka mżawka nie stanowi przeszkody, by zajęcia się odbyły. O tym, czy spotykamy się, czy nie, decyduje nauczyciel, z którym kontaktuję się telefonicznie. Oczywiście, co leniwsi uczniowie nie pojawiają się na zajęciach przy brzydkiej pogodzie, natomiast pilniejszym to nie przeszkadza. To też jedna z metod pozwalających nauczycielowi dostrzec tych, którym na ćwiczeniu najbardziej zależy.

T.G. - Jak duża jest przeciętna grupa i jak często odbywają się zajęcia?

J.S. - Grupy, w ramach których ćwiczyłem i ćwiczę, nigdy nie przekraczały 4-5 osób. Zajęcia z nauczycielem odbywają się 2-3 razy w tygodniu.

T.G. - Czy wszyscy ćwiczą to samo czy każdy ma oddzielny materiał?

J.S. - Nie ma żadnego rygoru, grupowego wykonywania ćwiczeń. Każdy praktycznie ćwiczy indywidualnie i prosi nauczyciela o poprawienie ruchu czy wyjaśnienie jego mechaniki. Oczywiście nie każdy pyta, nie każdemu też nauczyciel daje szczegółowe wskazówki. Niekiedy po prostu każe więcej ćwiczyć. Czasami nauczyciel zwołuje nas wszystkich i uczy nowego ruchu.

T.G. - Czy ćwiczenia rozciągające i siłowe, każdy wykonuje indywidualnie w domu czy są też częścią wspólnego treningu?

J.S. - Ćwiczenia rozciągające i siłowe wykonuje się indywidualnie, niezależnie od tego, czy w domu czy też na treningu. Najczęściej wymagają one jednak ingerencji nauczyciela. Nieprawidłowe rozciąganie nigdy nie da tzw. chińskiego rozciągnięcia (które np. pozwala kopnąć prostą nogą niemal dotykając stopą czoła), a tylko tzw. baletowe (przy którym dana osoba potrafi zrobić szpagat, ale wyżej opisane kopniecie nie jest możliwe). Podobnie, nieprawidłowe ćwiczenia siłowe będą wręcz uniemożliwiały rozwinięcie tzw. Zheng Jin, siły całego ciała. W Chinach bardzo duży akcent kładzie się na rozwinięcie siły nóg i talii.

T.G. - Ile procentowo zajmują ćwiczenia techniczne, wykonanie "formy", a ile specjalne ćwiczenia "Chi"? W końcu są to wewnętrzne style.

J.S. - "Qi" (tak zapisuje się to słowo w obowiązującej w ChRL i coraz bardziej popularnej na świecie transliteracji Pinyin) gromadzi się i rozwija przez ćwiczenia Zhan Zhuang (ćwiczenia stania), natomiast wykorzystuje i kieruje wykonując techniki. Techniki są wiec także pewną formą pracy z tzw. energią Qi. Dzielenie ćwiczeń na te z "Qi" i techniczne nie jest prawidłowe. Nawet tzw. Fa Jin (eksplozywne użycie siły) jest również formą ćwiczenia "Qi". Wykonywanie formy w Taijiquan jest jednym z najlepszych ćwiczeń "Qi", oczywiście z zastrzeżeniem, ze wykonuje się je prawidłowo.

T.G. - Jak dużo procentowo zajmują ćwiczenia w parach w porównaniu do treningu form?

J.S. - Jak już wspomniałem, w Chinach nie ma jakiegoś ostrego reżimu treningowego (oczywiście z wyłączeniem zawodników współczesnego Wushu), tak więc, jeśli ktoś ma ochotę, może cały czas spędzać na ćwiczeniach w parach.

T.G. - Jeżeli można podzielić poznawanie Nei Jia na: formy ręczne, formy z bronią, ćwiczenia w parach (np. Tui Shou w Tai Chi), naukę zastosowań bojowych, naukę kierowania "Chi" w każdej technice (formie), to jaką kolejność nauczania stosują chińscy nauczyciele? Czy na przykład dopiero po całkowitym poznaniu "formy"("kata"), to znaczy nabyciu poprawnej umiejętności wykonania jej fizycznego (technicznego) ruchu, kierowaniu w nim "Chi" i zastosowania bojowego, przechodzi się dalej do nauki formy z bronią? Czy też uczy się "samego ruchu" kilku form zarówno ręcznych jak i z bronią, a dopiero później uczy się bojowych zastosowań?

J.S. - Nie ma na tę kolejność żadnej reguły. Zwykle po nauczeniu elementarnych technik ręcznych, jakiejś formy ręcznej, przystępuje się do ćwiczeń w parach. Forma ręczna zresztą narzuca konieczność poznania zastosowań, a to jest tylko możliwe poprzez ćwiczenia z partnerem. Chciałbym jednak podkreślić konieczność nabycia gongfu, określonych umiejętności, bez których najlepsza technika i najsprytniejsze zastosowanie będą niewiele warte. Ta umiejętność doskonali się latami, i ona często determinuje, czy dane zastosowanie w czyichś rękach będzie mogło być użyte z sukcesem, czy nie. Tak naprawdę chiński nauczyciel właśnie na gongfu będzie zwracał największą uwagę, i w jego oczach gongfu będzie decydowało, czy dany uczeń jest zaawansowany, czy nie. Znajomość wielkiej ilości form jest bez znaczenia, nawet jeśli są one uważane za "zaawansowane".

T.G. - Jak dużo jest wykładów teoretycznych?

J.S. - Nie ma wykładów teoretycznych jako takich, technika jest najlepszym odzwierciedleniem teorii, tak więc przy omawianiu danej techniki czy (szczególnie) jej zastosowania, nauczyciel może odwołać się do klasyków czy teorii. Zupełnie inne jest wówczas zrozumienie tej teorii. Nie ma czegoś takiego, jak czytanie klasyków i próbowanie ich zrozumienia. Konieczny jest nauczyciel, konkretny przykład, objaśnienie. W związku z tym uważam, że wszelkie próby zrozumienia czy to klasyków Taijiquan czy taoistycznych podejmowane bez PRAKTYCZNEJ znajomości tematyki są pozbawione jakiegokolwiek sensu. Kończy się wówczas na poetyckich rozważaniach, podczas gdy Chińczycy byli i są bardzo praktycznym narodem, który nawet poezję ujął w niemal matematyczne karby.

T.G. - Czy nauczyciel dużo indywidualnie tłumaczy i poprawia uczniów, jak często pokazuje nowy materiał?

J.S. - Nauczyciel tłumaczy dużo i poprawia, jeśli uczeń tego chce. Niektórzy uczniowie natychmiast po wstępnym opanowaniu ruchu mają wrażenie, że już go opanowali i teraz tylko czas na robienie go mocniej, silniej i szybciej. Zapominają, że za siłą i szybkością ruchu stoi bardzo wyrafinowana mechanika.

T.G. - Czy dobrze widziane są pytania czy też czeka się aż nauczyciel sam o czymś powie?

J.S. - Pytania są dobrze widziane, ale tylko wtedy, gdy nie są to teoretyczne dywagacje, lecz konkretne problemy wynikające z ćwiczenia. Dowolna technika wymaga zawsze korekcji, zwykle w "pierwszym podejściu" poznaje się jej najbardziej "surową " wersję, a z biegiem czasu i wzrostem umiejętności następuje jej doskonalenie, i wówczas konieczna jest ingerencja nauczyciela. Jeśli nauczyciel widzi, że uczeń jest inteligentny (w sensie szybkości przyswajania sztuki walki, ma tzw. Dobrą Wuxing), wówczas na pewno chętniej tłumaczy i wyjaśnia. Jeśli mimo wielokrotnych prób poprawiania uczeń cały czas wykonuje daną technikę tak samo, wówczas i nauczyciel traci zainteresowanie dawaniem głębszych wyjaśnień.

T.G. - We wszystkich filmach o Chinach, pokazywane są parki pełne ludzi w różnym wieku, ćwiczących Tai Chi. Jaki jest ich poziom? Czy standardem jest powierzchowne poznanie jakiejś formy, aby móc się tylko trochę poruszać na powietrzu czy też starają się "wejść głębiej", poznać na przykład bojowe aspekty tej sztuki?

J.S. - Poziom ludzi ćwiczących w parkach jest niski. Zwykle ćwiczą oni tylko dla zachowania zdrowia, a cała nauka polega na opanowaniu formy (lub kilku form) i jej/ich regularnemu ćwiczeniu. Oczywiście zdarzają się też małe grupki, które ćwiczą tradycyjnie, gros ćwiczących to jednak ci, którzy dziś ćwiczą Taiji, jutro Xiang Gong (popularna odmiana Qigongu) a pojutrze taniec towarzyski.

T.G. - Dziękuję za cierpliwość przy udzielaniu odpowiedzi i życzę wielu sukcesów w dalszym zgłębianiu chińskich sztuk walki w nowym 2000 roku.

Artykuł ukazała się w magazynie "Świat Nei Jia" nr 9 (grudzień 1999).

 


| Spis artykułów | Początek strony |