Wudang - Akademia Taijiquan i Qigong Tomasza Grycana

Start Taijiquan Qigong Dao-Tao-Fit Combat-Dao-Fit
Aktualności Akademia Nauczyciel TRENINGI
Seminaria Artykuły Literatura Linki Kontakt

REFLEKSJE NA TEMAT CELU I DROGI
Tomasz Grycan

Jeszcze 200 lat temu cel osoby zajmującej się sztukami walki był jasny. Chodziło o jak największą skuteczność w realnej walce, gdy decydowały ułamki sekundy o tym czy zachowa się własne życie. Test umiejętności w tamtych czasach był prosty. Dochodziło do prawdziwego pojedynku i ten, który po starciu stał na ziemi był lepszy od tego, który leżał poturbowany. Nie było żadnych wątpliwości, który z nich zwyciężył. Niepotrzebny był werdykt sędziów.

Droga do osiągnięcia celu też była prosta. Wojownik stale eksperymentował i poszukiwał najlepszych rozwiązań. Ciągle doskonalił swoje umiejętności, praktykował 24 godziny na dobę i był gotowy do walki w każdej chwili. Był czujny, bo przegrana równała się śmierci.

Przekazywanie innym swoich umiejętności było dzieleniem się czymś bardzo cennym. Od tego (np. możliwość zaskoczenia przeciwnika jakąś techniką) zależało przecież życie. Podręczniki na ten temat nie istniały. Wiedza była przekazywana przez nauczyciela tylko ustnie i to tylko uczniom zaakceptowanym po specjalnych długich testach, którzy wykazali się odpowiednimi cechami moralnymi i zdobyli jego zaufanie.

Gdyby dawniej mistrz-nauczyciel uczył tylko wydumanej teorii (np. na temat Yin-Yang, I-Cing, tajemnych meridianów itp.) i baletowych ruchów w formach (kata), nie miałby żadnych uczniów. Jego wiedza i umiejętności były realnie weryfikowane każdego dnia. Dlatego też często najlepsze techniki były ukrywane przez nauczycieli do ostatnich chwil ich życia, aby mogli ciągle zachować pozycję najlepszego czyli niepokonanego. Dopiero tuż przed śmiercią przekazywali tajemnice stylu kilku wybranym uczniom.

Na przełomie XIX i XX wieku sytuacja uległa radykalnej zmianie. Powszechny zakaz posiadania broni i karalność za udział w pojedynkach, spowodowały olbrzymią przemianę sztuk walki. Najprawdopodobniej ich znaczenie w dzisiejszym społeczeństwie byłoby całkowicie marginalne, przekazywane tylko w środowisku policji i wojska, gdyby nie zwrócono uwagi na ich wpływ na stan psychofizyczny wojowników. Skupienie się na aspekcie kultywowania zdrowia, doprowadziło do prawdziwej rewolucji.

Najlepiej można to zaobserwować na przykładzie historii najpopularniejszego dzisiaj stylu Kung Fu na świecie, a mianowicie Taijiquan rodziny Yang. W chwili obecnej jest on ćwiczony przez miliony ludzi w różnym wieku i o różnej sprawności fizycznej na całej kuli ziemskiej. Chyba nie ma takiego państwa, gdzie nie byłoby jego zwolenników.

Powstanie stylu miało miejsce w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy to Yang Luchan po nauczeniu się sztuki Taijiquan rodziny Chen (u Chen Changxinga) ruszył w podróż po Chinach i konfrontował swoje umiejętności z każdym napotykanym wojownikiem. Odbył bardzo dużo pojedynków, a jego biegłość w walce była tak duża (zawsze wygrywał), że uzyskał tytuł "Yang Wudi" ("Bez przeciwnika"). Po powrocie w rodzinne strony usystematyzował swoją wiedzę i rozpoczął uczenie nowego stylu, nazwanego później od jego nazwiska "Yang".

Reżim treningowy Yang Luchana był tak ciężki, że niewielu mogło to wytrzymać. Jeden z jego synów próbował z tego powodu popełnić samobójstwo, a drugi gołymi pięściami rozbił mur otaczający dom i uciekł. Po tym doświadczeniu Yang trochę złagodził sposób nauczania. Doszło wtedy do pierwszego "uproszczenia pierwotnego przekazu". Tylko garstka kontynuowała nauki "po staremu", jak np. senior uczniów Chen Hsiufeng, co zaowocowało nabyciem znacznie większych umiejętności niż synowie Yanga (patrz T. T. Liang "T'ai Chi-Ch'uan - For Health and Self-Defense, Philosophy and Practice").

Ponieważ Yang Luchan uczył też swojej sztuki walki przedstawicieli arystokracji, musiał dla nich znacznie uprościć swój system i stworzył bardziej "delikatną wersję eksportową". I tutaj doszło do kolejnego "uproszczenia pierwotnego przekazu".

Synowie Yang Luchana, a zwłaszcza Yang Jienhou, dokonywali dalszych zmian w rodzinnym stylu i uprościli go trochę, dopasowując do nowych czasów i bardziej go popularyzując.
Najbardziej rewolucyjne zmiany wprowadził Yang Chengfu, wnuk założycielka stylu, który na początku XX wieku pod koniec swojego życia rozpowszechnił znacznie prostszą wersję ćwiczoną głównie dla zdrowia.

Kolejnego "uproszczenia pierwotnego przekazu" dokonał po II Wojnie Światowej Cheng Manching, jeden z najlepszych uczniów Yang Chengfu, który skrócił cały styl do małej formy "37 ruchowej". Było to spowodowane coraz większym tempem życia współczesnej cywilizacji i brakiem czasu na głębsze poznawanie systemu. Przekaz ten szybko rozpowszechnił się w USA.

Po sukcesie tej krótkiej formy z Tajwanu, w 1956 r. komuniści w Chinach stworzyli konkurencyjne, jeszcze bardziej uproszczone Taijiquan stylu Yang, tzw. "24 formy pekińskie".

Ponieważ życie zachodniej cywilizacji przyspiesza coraz bardziej, ostatnio modne stają się jeszcze krótsze formy, np. "12 ruchowa", a nawet "5 ruchowa". Jest to już w zasadzie zwykła gimnastyka, bo razem z uproszczeniem zewnętrznego ruchu, usunięto z nich całkowicie "wewnętrzną pracę". Z "pierwotnym przekazem" Yang Luchana nie mają one już praktycznie nic wspólnego, została w nich tylko sama nazwa stylu.

Od kilku lat zaczęto lansować na Zachodzie skróconą nazwę, nie ma już Taijiquan (Tai Chi Chuan), a pozostało tylko Taiji (Tai Chi). Wycięto z nazwy "pięść", aby całkowicie odsunąć się od aspektów bojowych tej sztuki. Obecnie najbardziej popularna wersja to tzw. "Taiji New Age". Jest to powolna sekwencja ruchów "taniec-balet", mająca jakoby zjednoczyć z całym wszechświatem. Wykonana raz dziennie, cudownie odmłodzi ciało. Według ich zwolenników jest to najbardziej taoistyczny przekaz jaki dotarł na Zachód.
Podobną wersję gimnastyki Taiji lansuje pewne bardzo popularne stowarzyszenie w Polsce, ucząc tzw. "ciągu 108 ruchów".

Ciekawe co by powiedział teraz Yang Luchan, gdyby dowiedział się, że dzieło jego życia stało się tak popularne na świecie, a następnie zobaczył jak to dzisiaj wygląda....

Przypadek Taijiquan rodziny Yang nie jest odosobniony. Takim samym przemianom, większym lub mniejszym, podlegają wszystkie sztuki walki np. Karate czy Taekwondo. Oczywiście nie oznacza to, że wszystko zostało tak spłycone. Na całe szczęście są też małe grupy przekazujące dalszym pokoleniom w tych sztukach "prawdziwy ogień", a nie tylko "popioły".

Przeciwwagą dla tzw. kierunku "zdrowotno-medytacyjnego" w sztukach walki są systemy stworzone specjalnie do skonfrontowania realnych umiejętności walki w możliwie jak najbardziej cywilizowany sposób czyli nie raniąc ciężko przeciwnika. Choć zamierzenia ich twórców były szczytne, doszło w nich jednak do degeneracji. Efektem ubocznym stało się zagubienie aspektu "prawdziwej sztuki" i przejście do wersji "sportu komercyjnego". Szybko przekształciły się one w widowiskowe pojedynki gladiatorów transmitowane przez telewizję, np. turnieje UFC i K1.

Ostatnią ostoją realnej walki, która musi być skuteczna z samego założenia nawet w "pokojowych czasach" XXI wieku, są systemy stworzone specjalnie na potrzeby policji i wojska. W pierwszym przypadku chodzi o możliwie łagodne zapanowanie nad awanturnikiem na ulicy, na przykład przez założenie mu jakiejś dzwigni, która ograniczy jego ruchy. W drugim przypadku, stan agresora po interwencji komandosa jest całkowicie obojętny, najważniejsza jest błyskawiczna eliminacja zagrożenia. Dobrze jest pamiętać o tej różnicy, aby nie mieć potem problemów z wymiarem sprawiedliwości.

Niezależnie od wybranego kierunku pracy czyli bardziej "zdrowotnego" lub "bojowego", pojawia się jeszcze jeden problem. Na salach treningowych często można usłyszeć, że umiejętności (czyli "cel") nie są tak ważne, ale sposób w jaki się je zdobywa (czyli "droga"). Podkreśla się wagę przemian jakie zachodzą w człowieku w czasie praktyki. Nauczyciele mówią np.: "Ćwiczcie tylko tyle ile chcecie. Jeżeli uda się Wam osiągnąć cel przed śmiercią, to dobrze. Jeśli nie, to też dobrze, bo problem rozwiązał się już sam."

Jest w tym pewne niebezpieczeństwo. Porównałbym to do dwóch sytuacji.
W pierwszym przypadku, osoba chce przeskoczyć duży strumień. Jej "cel" to znaleźć się na drugim brzegu, a "droga" to skok jaki musi wykonać, aby się tam znaleźć. Jeżeli nie będzie wystarczająco skupiona i zmobilizowana na "celu", na pewno wyląduje w wodzie czyli zakończy przygodę na etapie "drogi".
W drugim przypadku, osoba wybiera się na weekendową wycieczkę w góry. Chce odpocząć po ciężkim tygodniu pracy. Określiła sobie "cel" czyli zdobycie góry i wyznaczyła szlak dojścia czyli "drogę". Jeżeli pogoda będzie słoneczna i przepiękne widoki dokoła, marsz będzie odbywał się powoli z wieloma postojami i nie uda się w odpowiednim czasie dojść na szczyt góry czyli wyprawa zakończy się na etapie "drogi", ale wędrowiec wróci wypoczęty do domu.
W obu przypadkach wybrano "drogę", ale w jednym daje to "porażkę", a w drugim przynosi "zwycięstwo".

Dzisiaj na progu XXI wieku spora liczba osób zajmuje się sztukami walki, ale ich cele i drogi do ich osiągnięcia bardzo zmieniły się w porównaniu do dawnych wojowników. Trudno jest wyrokować kto ma rację i narzucać innym własny punkt widzenia. Jedni ćwiczą 15 minut dziennie co kilka dni, inni po kilka godzin dzień w dzień przez cały rok. Jedni ćwiczą tylko dla siebie, stawiając na pierwszym miejscu walkę z samym sobą, ze słabościami własnego ciała i umysłu. Inni szukają namacalnego dowodu swoich umiejętności walki i starają się na turniejach zdobyć jakieś medale pokonując innych. Racja leży pewnie gdzieś po środku, ale każdy musi w tym wszystkim znaleźć swoje własne miejsce.

Ciągle zadziwia mnie kiedy patrzę na przyjaciół ćwiczących ze mną od lat, jak bardzo Taijiquan każdego z nas jest inne. I nie chodzi tu tylko o jakieś niuanse techniczne czy rodzaj ruchu. Jest to całkiem odmienny świat. Czego innego w tym szukamy, co innego w tym znajdujemy i inaczej to opisujemy. Z drobnych kawałków, niby tych samych, sklejamy całkiem inne obrazy całości. Nasze życie zmienia nas, a my swoje Taijiquan i odwrotnie. To nieustający proces. Bogactwo przemian chyba właśnie sprawia, ze Kung Fu jest takie piękne, a zarazem wyjaśnia istnienie tak wielu różnych styli na świecie, bo każdy tworzy w nim coś innego dla siebie.

Artykuł ukazała się w magazynie "Świat Nei Jia" nr 26 (październik 2002).

 


| Spis artykułów | Początek strony |