Wudang - Akademia Taijiquan i Qigong Tomasza Grycana

Start Taijiquan Qigong Dao-Tao-Fit Combat-Dao-Fit
Aktualności Akademia Nauczyciel TRENINGI
Seminaria Artykuły Literatura Linki Kontakt

PREDYSPOZYCJE
Tomasz Grycan

Kiedy patrzy się na pokazy ekspertów sztuk walki, wielkich mistrzów wykonujących formy (kata), wydaje się, że przychodzi im to z taką łatwością, iż musieli się z tym urodzić, że mają już w genach te fenomenalne zdolności fizyczne. Nic bardziej mylnego. Większość z nich to ludzie bardzo wątłej postury i chorowici w dzieciństwie. Dopiero ciężki, wieloletni trening przyniósł im zdrowie, siłę i szacunek innych. Oto kilka przykładów:

Gichin Funakoshi, był dzieckiem słabym i chorowitym, stanowił stały przedmiot troski swoich dziadków, którzy prawie całkowicie przejęli nad nim opiekę. W szkole zaprzyjaźnił się z synem Yasutsune Azato, wielkiego mistrza Karate i potajemnie, nocami zaczął je poznawać (praktyka sztuk walki była wtedy na Okinawie zabroniona). Początkowo nie przywiązywał większej wagi do systematycznego treningu. Z czasem, zauważył jednak znaczną poprawę swojego zdrowia i to zachęciło go do bardziej intensywnego ćwiczenia. Funakoshi wymykał się z domu, po zapadnięciu zmroku, a wracał z treningów przed świtem. Sąsiedzi dość powszechnie uważali, że odbywa nocne eskapady po domach publicznych. On jednak nie przejmował się, tym co mówią ludzie i kontynuował swoją codzienną praktykę. Po latach nie tylko cieszył się bardzo dobrym zdrowiem, ale też stał się wielkim mistrzem, "ojcem współczesnego" Karate (twórcą stylu SHOTOKAN). To właśnie dzięki niemu, Karate jest dzisiaj tak popularne na całym świecie.

Gichin Funakoshi

Morihei Ueshiba, w dzieciństwie był wątły i stan jego zdrowia wciąż budził obawy jego rodziców. Jako mały chłopiec nie lubił zbytnio zabaw i ruchu na świeżym powietrzu. Jego ojciec aby nakłonić syna do podjęcia ćwiczeń fizycznych, dużo opowiadał mu o jego dziadku-samuraju. To podziałało na wyobraźnie Moriheja. Oczarowany opowiadaniami, postanowił także zostać samurajem. Pod dyskretną kontrolą ojca, zaczął ćwiczyć najpierw pływanie i zapasy Sumo. Jako osiemnastolatek pracował w sklepie, a wieczorami ćwiczył Ju Jitsu. Ten intensywny tryb życia doprowadził do choroby beri-beri (brak witaminy B). Zły stan zdrowia przykuł go na długi czas do łóżka. Po kilku miesięcznej kuracji postanowił na nowo wzmocnić ciało. W okresie rekonwalescencji rozpoczął codzienne krótkie spacery. Stopniowo wydłużał ich dystans, aby wkrótce przejść do biegów. Po tym doświadczeniu zaczął bardziej dbać o siebie. Niedługo później, kiedy brał udział w wojnie japońsko-rosyjskiej, był nie do poznania. Miał wówczas ok. 157 cm wzrostu, ponad 80 kg wagi i przypominał czołg. Jak powiadali świadkowie tamtych dni, był bardzo odporny na trudy wojenne i zwykł maszerować na czele oddziału, niosąc wyposażenie przeznaczone dla dwóch lub trzech żołnierzy. Po wielu latach intensywnych treningów Budo (posiadł 32 certyfikaty - dyplomy ukończenia - różnych sztuk walki) stworzył własny styl - AIKIDO. Przez potomnych nazywany jest O'Sensei - Wielki Nauczyciel.

Morihei Ueshiba

Jigoro Kano, jako dziecko był słaby fizycznie i często obrywał od miejscowych łobuzów. Jego marzeniem było stać się silnym i opanować jakąś sztukę samoobrony. Mając osiemnaście lat rozpoczął treningi Ju Jitsu, ćwiczył niemal dzień i noc. Mając 21 lat, został mistrzem szkoły Tenjin-Shinyo. Samodzielnie prowadził zajęcia z grupą 30 uczniów. Ale, kiedy jego nauczyciel zachorował, postanowił opuścić jego dojo, uważając, że sam musi się jeszcze wiele nauczyć. Kiedyś przegrał walkę z ważącym dwukrotnie więcej przeciwnikiem i myśl o tym jak pokonać dużo cięższego rywala, nie dawała mu spokoju. Z czasem opracował nowe zasady rzutów i przekształcił Ju Jitsu w nowy styl JUDO. Kano interesował się także innymi sportami. W 1911 roku założył Japońskie Stowarzyszenie Atletyczne i został jego pierwszym prezydentem. W tym czasie został też członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Po latach Judo stało się jedną z dyscyplin olimpijskich.

Jigoro Kano

Chen Fake, był bardzo słabym i chorowitym dzieckiem. Choć urodził się w słynnej rodzinie Chen (twórców sztuki walki Taijiquan), trapiony ciężką chorobą, nie miał zapału do intensywnego treningu. Rówieśnicy w wiosce Chenjiagou byli znacznie lepsi od niego. Jego ojciec martwił się, że po raz pierwszy od kilkunastu pokoleń rodzinny przekaz zostanie przerwany z powodu braku godnego następcy, ponieważ słaby i chorowity syn nie rokował zbyt dużych nadziei na przyszłość. Chen Fake zdawał sobie sprawę, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na jego barkach. Pomimo swojej choroby, postanowił, że zostanie mistrzem i zabrał się intensywnie do praktyki. W ciągu dnia pracował i trenował razem z innymi, nocami zaś po kryjomu wstawał i ćwiczył dalej. Ponieważ nie było wtedy budzików, aby obudzić się przed świtem wcześniej od innych, przywiązywał sobie sznurek do nogi i podpalał go. Tlił się on niczym kadzidło i dochodząc do stopy budził go delikatnie parząc. Każdego dnia i część nocy wykonywał kilkadziesiąt powtórzeń "długiej formy". Choć taki reżim treningowy był bardzo męczący dla niego, wytrwał w nim dzielnie i organizm stopniowo zaczął się wzmacniać, aż w końcu po trzech latach choroba całkowicie ustąpiła. Ćwicząc intensywnie w ten "utajniony" sposób, osiągnął bardzo wysoki poziom umiejętności w Taijiquan. Kiedy otwarcie zaprezentował co potrafi i w sparingu pokonał wszystkich swoich kolegów, cała wioska była zdumiona. Nie zatrzymał się na tym etapie i praktykował jeszcze bardziej intensywnie, stając się z czasem wielkim mistrzem. Wyjechał do Pekinu, gdzie bardzo spopularyzował Chen Taijiquan. To właśnie dzięki niemu ten styl jest dzisiaj tak znany. Powszechnie uważany jest za jednego z największych mistrzów Taijiquan w XX wieku. Był niepokonanym w walce. Stoczył bardzo wiele pojedynków, często był atakowany z zaskoczenia. Sławił się tym, że nikogo poważnie nie zranił (co było rzadkością w tamtych czasach). Dużo eksperymentował i zmodyfikował rodzinny przekaz, tworząc nowy styl XINJIA.

Chen Fake

Cheng Man Ching, jako małe dziecko miał wypadek. Kiedy bawił się na podwórku pod murem, stara budowla nie wytrzymała i spadła na niego. Kiedy rodzice wyciągnęli go ze stosu cegieł i ocucili, zdrowe dotąd dziecko zdradzało wyraźne objawy zaburzeń umysłowych. Choć choroba zmusiła go do ograniczenia aktywności ruchowej, nie poddał się i zaczął studiować. W wieku dwudziestu lat został profesorem literatury chińskiej w Peiping, a potem w Szanghaju kierował uniwersytecką katedrą literatury i wydziałem Akademii Sztuk Pięknych. Prowadził bardzo intensywny tryb życia (praca na uczelni, liczne spotkania z poetami i malarzami), który mocno go osłabił i doprowadził do poważnej choroby płuc. Wtedy to koledzy skontaktowali go z Yang Chengfu (wnukiem założyciela stylu Yang Taijiquan). Treningi Taiji zupełnie go odmieniły. Choroba płuc i zaburzenia umysłowe znikneły całkowicie. Stał się bardzo aktywny fizycznie. Zaczął samotnie wędrować po górach, zbierać zioła i medytować. Będąc człowiekiem bardzo miłym i towarzyskim, szybko gromadził wokół siebie wielu uczniów. By jeszcze bardziej rozpowszechnić Taiji napisał książkę pt. "Trzynaście rozpraw Cheng Tzu na temat Taijiquan". Bardzo mocno przyczynił się do rozpowszechnienia Taijiquan na świecie (jego metoda nauczania jest najbardziej popularna w USA).

Cheng Man Ching

Koichi Tohei, jako dziecko słabe i chorowite był otaczany nadmierną troską przez czułą i nadopiekuńczą matkę. Mając dziewięć lat, zaczął (aby nabrać sił), ćwiczyć Judo u swego ojca (posiadacza 4 dan). Będąc już na uczelni, na obozie treningowym, został rzucony tak nieszczęśliwie, że doznał kontuzji klatki piersiowej, w wyniku której wywiązało się zapalenie opłucnej. Ordynator szpitala stwierdził, że nie będzie mógł już nigdy ćwiczyć Judo. W jego ciężkim stanie, zalecono mu ograniczyć aktywność ruchową do spacerów, nie przemęczać się i nie mówić zbyt głośno. W tym czasie dowiedział się o treningu Misogi (metody oddechowej wywodzącej się z religii Shinto) i postanowił wziąć w nim udział. Jednak ze względu na swój stan zdrowia, najpierw przez pół roku wzmacniał swe siły, trenując Zazen. Dopiero wówczas został do nich dopuszczony. Sesje te były tak wyczerpujące, że początkującym odbierano buty i portfele w depozyt, aby nie odeszli w trakcie ich trwania. Już po pierwszym spotkaniu Tohei odczuwał zmniejszenie bólu w piersiach, a po kilku następnych zniknął on całkowicie i na zawsze. Zdjęcie retgenowskie nie wykryło żadnych blizn, co mocno zaskoczyło lekarzy. Niedługo później wznowił treningi Judo, ale nie sprawiały mu już takiej przyjemności jak dawniej. Przez przypadek trafił na pokaz Aikido i stwierdził, że jest to właśnie to, czego szukał przez całe życie. Doświadczenie z sali Judo i Misogi (połączenie ćwiczeń fizycznych i duchowych) sprawiło, że robił bardzo szybkie postępy. Stał się najlepszym uczniem Moriheja Ueshiby .W 1968 roku otrzymał od niego 10 dan (najwyższy stopień w tej sztuce walki). Tohei bardzo dużą rolę przykładał do rozwoju energii wewnętrznej "ki" (po chińsku "chi") i w 1974 roku założył własną organizację Stowarzyszenie Ki, gdzie uczy "Unifikacji Ciała i Umysłu".

Koichi Tohei

Dolph Lungren, w dzieciństwie dużo chorował, cierpiał na rozmaite alergie. Był słabszy od swoich kolegów i czuł się bardzo niepewnie. Właściwie nie mógł uprawiać żadnego sportu. Jako szesnastolatek zaczął ćwiczyć Karate, najpierw w Szwecji, potem także w Japonii u Masutatsu Oyamy. W 1980 i 1981 roku zdobył mistrzostwo Europy w Karate Kyokushinkai (w wadze ciężkiej). Ukończył chemię w Królewskim Instytucie Technologii w Sztokholmie. Spędził rok na stypendium Uniwersytetu w Sydney, otrzymał też stypendium Fulbrighta w Messachusetts Institute of Technology w Bostonie. Porzucił jednak karierę naukową, aby studiować grę aktorską w Nowym Jorku. Obecnie jest sławnym aktorem. Jego najbardziej znane filmy to: "Rocky" gdzie grał razem z Sylvestrem Stallone, "Showdown in Little Tokyo" z Brandonem Lee oraz "Universal Soldiers" z Jean-Claude Van Dammem. Oglądając jego filmy, bardzo trudno jest uwierzyć, że był to kiedyś chorowity i zastraszony chłopiec.

Dolph Lungren

T.T. Liang, mając 50 lat dowiedział się od lekarza, że zostało mu kilka miesięcy życia. Ktoś powiedział mu o Taijiquan i zaczął intensywnie ćwiczyć. Szybko poczuł się lepiej, a po kilkunastu miesiącach wyzdrowiał całkiem. Później ćwiczył dużo obawiając się nawrotu choroby. Kiedy wrócił do dawnej sprawności ciała, zwrócił uwagę na głębszy aspekt ćwiczeń. Zaczął studiować stare teksty i spotykać się z różnymi mistrzami. Mając 70 lat rozpoczął nauczanie innych. Dożył prawie 100 lat. Zwykł mawiać: "Życie zaczyna się po siedemdziesiątce. Wszystko jest proste i piękne! NAJWAŻNIEJSZE JEST ZDROWIE, wszystko inne jest drugorzędne! Winieneś odkryć jak zachować zdrowie na całe życie i rozwikłać tajemnicę nieśmiertelności".

T.T. Liang

Wszystkie te życiorysy jednoznacznie dowodzą, że tylko ciężki, regularny i wieloletni trening, może przynieść sukces. Jeżeli czytając te słowa, jesteś w kiepskiej formie, twoje ciało i umysł pozostawia wiele do życzenia, to nie masz się czym usprawiedliwiać. Oni tak samo zaczynali.

Rozmowa mistrza z uczniem:
Kim jesteś, że każdy twój dzień jest chaosem?
Kim jesteś jeżeli zapomniałeś, że musisz stawać się lepszy?
Powiem Ci, jesteś nikim i będziesz nikim dotąd,
dopóki choć raz pracując nad sobą, nie upadniesz omdlały ze zmęczenia.
Dopóki choć raz zniewolony wielkością tego świata nie zrozumiesz,
że twoja radość jest nagrodą za twoją walkę.
Idź więc i pokonuj twój lęk, próżność i głupotę, lenistwo i dumę, egoizm i kłamstwo.
Idź bo ta droga nie jest drogą do nikąd. Jest to twoja droga walki ze złem.
Droga, która znosi gwałt, tworzy pokój, zrozumienie i życie w harmonii z przyrodą.
Idź więc i bądź lepszy.

Artykuł ukazała się w magazynie "Świat Nei Jia" nr 29 (kwiecień 2003).

 


| Spis artykułów | Początek strony |